Tam nie idę!

Wystawa indywidualna (obrona doktoratu), 23.04 – 29.05.2017, Galeria Forum, Toruń

Wraz z bliskimi przygotowałam dokamerowy performance, który stał się osią wystawy zamykającej przewód doktorski. Projekt opowiada o fragmentaryczności doświadczenia, o poszukiwaniu tożsamości w relacjach rodzinnych, o roli fotografii w życiu. Praca ta rozszerza podjętą w doktoracie tematykę światła, umieszczając je w kategorii narzędzia poznania oraz chaotycznego i niebezpiecznego gwaranta komunikacji.

Jego dokumentację pokazaną na wystawie stanowiło video oraz wybór zdjęć. Działanie polegało na nocnych spacerach, które praktykowaliśmy w peryferyjnych częściach miasta. Dziewięciomiesięcznego synka wiązałam w chustę, dociągając ją czułam jak małe ciałko precyzyjnie przywiera do mojej klatki piersiowej i brzucha. Było zimno i deszczowo, więc na ramiona zakładałam płaszcz zimowy a na przód naciągałam jaskrawożółtą kurtkę snowboardową, która miała chronić syna. Kaptur zakładałam na jego główkę, a rękawy wiązałam sobie na szyi. Chcąc uszczelnić to nasze wspólne ubranie, dopinałam płaszcz na ile mogłam i zatykałam za niego fragmenty żółtej, technicznej tkaniny. Bicie serca, miarowy rytm kroków i skumulowane ciepło usypiało synka niezależnie od warunków panujących na zewnątrz. Przed sobą trzymałam aparat wyposażony w zewnętrzną lampę błyskową. Poruszając się po ciemku, co kilka sekund naciskałam spust migawki, a rozbłysk flesza ukazywał znajdujące się przed nami fragmenty otoczenia. Kilka kroków za nami szedł mój życiowy partner i tata Franka, który z aparatem w dłoniach filmował naszą wspólną wędrówkę.

W efekcie tych wspólnych wypadów za miasto powstało wideo i cykl przypadkowych fotografii prezentowanych w formie rozproszonych po galerii light box-ów. Interesowało nas wszystko, co znajduje się poza granicami oświetlonej aglomeracji. Włóczyliśmy się po lasach, poboczach mało uczęszczanych dróg, terenach działkowych i przemysłowych. Aparat i światło flesza pełniły rolę sondy, umożliwiając poruszanie się po ciemku. Podobnie jak w życiu rodzinnym i społecznym, tak w tym projekcie czynność wykonywania zdjęć nie jest kreacją artystyczną a pewnego rodzaju rytuałem, który stanowi ochronę przed lękiem i jest narzędziem kontroli. Błądząc po nieznanych miejscach trochę jak turyści, ale w sposób znacznie bardziej dosłowny, próbowaliśmy za pomocą fotografii objąć w posiadanie przestrzeń, w której nie czuliśmy się bezpieczni. Dokumentacji wideo towarzyszy fonia – dźwięki kroków, łamanych gałęzi, czasami również i dialog, który odsłania kulisy powstawania pracy i ujawnia towarzyszące nam napięcie, gubione poczucie sensu i emocjonalne uwikłanie. Elementem wystawy było również pamiątkowe zdjęcie mnie z synem. Jest to jedno z setek spontanicznych zdjęć: archetyp turystycznej pamiątki, pastisz fotograficznej powierzchowności, a może idealny wizerunek matki z dzieckiem.